nagłówek o mnie sport

A bohater ma na imię Oskar i gra na tamburynie

jako (22.08.2007)

Są książki dobrze napisane i są książki za dobrze napisane. Strasznie głośno, niesamowicie blisko. Książka, która na każdym kursie dla pisarzy dostałaby "celujący". Idealna lektura na wakacje. Mimo onieśmielającej grubości da się ją przeczytać bez wysiłku w jeden niezbyt długi wieczór, okrągłe zdania, ani jednego podejrzanie wydziwionego słowa, do tego nie trzeba zawracać sobie głowy historyczno-politycznymi niuansami. Autorowi udało się nie zająknąć o nich ani słowem nawet w wątku o Niemcach, którzy po bombardowaniu Drezna wyjeżdżają do USA, zostają, wracają, jakby wychodzili po bułki do sklepu. "Strasznie głośno (...)" skupia się wyłącznie na tzw. życiu prywatnym. Bardzo prywatnym. Życie rodzinne i kropka. Związki, więzy krwi. I robi to idealnie. Kapitalne dialogi o przemijaniu. Idealne niedopowiedzenia. Mój faworyt: rozmowa w warsztacie ślusarskim. Sam pomysł prosty i genialny w zastosowaniu: mały chłopiec po śmierci ojca znajduje tajemniczy przedmiot i rozwiązuje jego zagadkę jednocześnie poznając mnóstwo ludzi, rzeczy i miejsc. Jeśli do tego chłopiec jest niezwykły i akcja dzieje się w Nowym Jorku po 11.09... Przyjaciele z kampusu zgrzytają z zazdrości wobec celującego studenta J. S. Foera, który dodał do tego jeszcze intertekstualne aluzje, tak jak uczyli na kursie. Człowiek uczy się się przecież przez całe życie, a to dopiero druga książka. Oby na kampusie zrobiło się kiedyś za ciasno.