nagłówek o mnie sport

Jestem blogiem

jako (10.12.2007)

Jestem blogiem. Mój autor umieścił mnie w blogosferze, internecie, sieci Web, a być może nawet w sieci Web 2.0. Iluminował mnie w żywych kolorach, w stylu mistrzów z Webcreme, jednak postawił na schematyczność i prostotę, co raczej należy poczytać za zaletę, jeśli uznać, że nie należy naśladować Wenecjan.
Odszedł jednak od kanonu mistrzów z Wordpressa i Bloggera, nie starał się nawet zbliżyć do stylu miniaturzystów Bloksa. Wszystko mu się pomieszało, linki są gdzieś schowane, nie wiadomo, ile jestem wart. Trochę uwiera mnie to, że jestem taki niemrawy, ale dumny jestem z tego, że powielam dobre, amerykańskie wzorce i zawieram notki o iPhone, Google i Facebooku, a nie zajmuję się nieczystą naszą-klasą. Autor jest oczywiście amatorem, a mimo to czasem wstępują w niego dżiny i występuje przeciwko Hodży Keenowi, choć powinien wiedzieć, że igranie z tymi sprawami może doprowadzić go z rozbitą czaszką na dno studni. Mój autor dobrze jednak wie, czym może skończyć się odejście od właściwych tematów, choć, żeby mu się w głowie nie poprzewracało, przytoczę pewną przypowieść.
Dawno, dawno temu w jednym z krajów Wschodu żył wielbiący miniatury stary sułtan. Był bardzo szczęśliwy ze swą nowo poślubioną żoną, najładniejszą z najładniejszych Chinką. Nie wiedział jednak, że serca jego przystojnego syna z poprzedniego małżeństwa i nowej żony miały się ku sobie. Syn, który żył w strachu przed wiarołomstwem wobec ojca i wstydził się swych zakazanych uczuć, postanowił zamknąć się w pracowni i poświęcić malowaniu. Ponieważ jego obrazy powstawały ze smutku i miłości, wielbiciele nie mogli odróżnić jego miniatur od prac dawnych mistrzów. Sułtan był bardzo dumny z syna, a jego młoda chińska żona, przyglądając się miniaturom, mówiła: "Tak, bardzo ładne. Ale jeśli ich nie podpisze, któż po latach będzie wiedział, że wyszły spod jego rąk?". "Jeśli mój syn je podpisze, czyż nie przyzna sobie niezasłużenie praw do techniki i stylu dawnych mistrzów, których naśladuje? ..."
Orhan Pamuk, Nazywam się Czerwień, Wydawnictwo Literackie 2007, przekład Danuta Chmielowska.

hmmmm

nie wiem, skad znalezc zrodla na poparcie, ale mam wrazenie, ze w chinach tradycja konfucjanska jak najbardziej zacheca do kopiowania mistrzow bez martwienia sie o, jakby to nazwali niektorzy "uznanie autorstwa". przypowiastka pamuka ladna, ale czy prawdziwa?

ta książka to właśnie dobre źródło

Takich przypowieści o podejściu do tworzenia sztuki jest tam dość dużo, głównymi bohaterami są miniaturzyści i miniatury. Z książki zresztą (oraz różnych haseł w Wikipedii i przypadkowych stron, do których linków nie pamiętam, a które zwiedzałem w poszukiwaniu miniatur i dalszych informacji) wynika mniej więcej to, o czym piszesz - do Persji via Timur dotarła chińska tradycja (stąd najpiękniejsza Chinka). Koncepcja "autorstwa" jest dość istotnym elementem powieści, nie chcę za bardzo zdradzać dlaczego, nie jest to też oczywiście książka o prawie autorskim, chociaż wszyscy zwolennicy teorii, że prawo autorskie w zachodniej formie jest czymś "naturalnym" mogliby akurat poczytać Pamuka pod tym kątem... A przytoczoną przypowiastkę z premedytacją pozbawiłem puenty.