nagłówek o mnie sport

W zupie włos

jako (13.04.2007)

Nie minęło wiele czasu od Nagrody Nobla, gdy pani Jelinek znów zrobiła się trochę zapomniana. Zresztą nagrodę też jej przyznano jakoś tak półgębkiem i przy akompaniamencie szowinistycznych wyzwisk.
Weźmy taką "Pianistkę" - nie jest to raczej książka do omówienia przy rodzinnym obiedzie u wujostwa. Nie porusza tematów górnolotnych, przy których dobrze upozować się na człowieka wrażliwego i przenikliwego, gdzieś pomiędzy kaczką z jabłkami a likierem. Porusza tematy bolesne i ciemne, przy czym porusza je uwodzicielsko, dawkuje napięcie i sprawnie snuje historię. Tworzy ponurą i złożoną strukturę powiązań między bohaterami, którą później równie ponuro i w napięciu rozplątuje. I co to w ogóle ma znaczyć, że nie można się oderwać od powieści o przemocy psychicznej i napięciu seksualnym! Co więcej, można jeszcze uznać, że historia ta jest czymś więcej niż historią tych konkretnie postaci, że pokazuje pewne uniwersalne sytuacje (jak to z dobrą literaturą czasem bywa). Oj, biada. To może obrzydzić nam deser, lub sprawić, że zamyślimy się tak, że nam herbata wystygnie. Jelinek jest jak piękny but, który ciśnie. Zamiast trzymać takie buty na widoku i cierpieć z powodu pytań "O, jakie piękne, czemu ich nie nosisz?" lepiej wyrzucić je na śmietnik i zapomnieć. Chyba, że przypadkiem będzie tam buszował jakiś niepoważny szwedzki akademik.