Nazywam się Rafał Próchniak. Kiedyś byłem motorniczym, dziennikarzem, tłumaczem i doktorantem. Teraz piszę bloga. Trzydzieści razy wygrałem regaty Sydney - Hobart, w tym raz wpław. W szkole podstawowej uczestniczyłem w olimpiadzie biologicznej, podczas której pobiłem rekord świata w biegu na 100 m motylkiem. Byłem ranny w bitwie pod Lepanto, a pod Waterloo uratowałem życie Napoleona, za co był mi dozgonnie wdzięczny. Mój doktorat jest podstawową atrakcją zawodów ciągników w północno-zachodnim Missouri (w kategorii powyżej 3 ton). W domu mam oryginalny trzonek siekiery Noego i ptaka dodo. Żyję głównie z tantiem za Love Me Do, Die Hard i Pana Tadeusza oraz opłat licencyjnych za kółko w iPodzie. Na śniadanie zjadam wiadro kawioru z bieługi i miętowy opłatek, a na podwieczorek czerwone berety. Lubię zwierzęta, oprócz ptaka dodo, który kruszeje w spiżarni już drugi tydzień, mam też wędkę i sztucer. Wędka i Sztucer to moje chomiki, których nie powstydziłby się sam Profesor Chaos. Jeżdżę często na wycieczki rowerowe, a moja ulubiona trasa prowadzi z Mont Ventoux do l'Alpe d'Huez i z powrotem. Gram na skrzypcach, puzonie i pianoli, potrafię wyrzucić jedynkę na dwóch kostkach rosołowych i wygrałem w go z Deep Blue. Wyciągnąłem kiedyś barona Munchhausena z bagna.










