nagłówek o mnie sport

Mit wędrówek ludów na euro 2012

jako (23.07.2007)

Sam bym chciał, żeby było różowo i żeby w związku z euro powstały drogi, linie kolejowe, lotniska i kina studyjne. Euro to piękny pretekst i być może nawet Komisja Europejska zmiękłaby i dorzuciła kilka miliardów albo chociaż uprościła procedury. Minęło kilka miesięcy od przyznania Polsce imprezy i nic się jednak nie dzieje. Odwoływane są kolejne plany (autostrad, szybkich pociągów), gazety i blogi lamentują. Czym biedny kibic dojedzie na mecz? Jak się przemieści?
Tymczasem organizatorzy ewidentnie nic sobie z tego nie robią. I nie będą. Nie muszą. Wizja wielkich stadionów i setek tysięcy kibiców wędrujących po Polsce wzdłuż i wszerz została stworzona przez media, a organizatorzy wiedzą, że ratuje ich system sprzedaży biletów. Według tego systemu połowę miejsc na stadionach dostają sponsorzy. Ci organizują konkursy, ale przede wszystkim wysyłają swoich pracowników. Reszta biletów jest w większości losowana (gospodarz dostaje nikłą pulę) i szansa, że ten sam kibic wylosuje bilet w Poznaniu i we Wrocławiu jest raczej mała. W ten sposób potrzebne są po pierwsze stadiony, a po drugie lotniska. Oczywiście - też nie jest tak łatwo w Polsce je zbudować, ale dużo łatwiej niż zbudować stadiony, lotniska i tysiące kilometrów dróg. Zdecydowana większość kibiców przyjedzie na jeden mecz, co najmniej połowa (bo gospodarz też część biletów rozdaje) przyjedzie nie za własne pieniądze w ramach wycieczek korporacyjno-szkolnych, a na takich czas płynie inaczej i 45 godzin w podróży też ma swoje zalety...
Pozostaje ewentualnie niewielka grupa kibiców, którzy kibicują samej imprezie - lubią po prostu malować sobie twarze i pić ciepłe piwo przed telebimem albo wybijać szyby w sklepach. Ci będą pewnie wędrować, ale czyż oni sobie nie poradzą?