nagłówek o mnie sport

skromność

jako (4.02.2007)

Srebrni siatkarze i srebrni piłkarze ręczni grali świetnie przez całe turnieje (jedni bez, drudzy z jedną porażką), żeby gładko przegrać w finałach. Jedni i drudzy zapewniali, że są gotowi wygrać, że jeśli nie teraz to kiedy, a Niemców mogą zlać z marszu. Najwyraźniej jednak zapomnieli o dwóch równych skokach i zasłużyli, żeby maskotką drużyny został Robert Mateja (uczeń Masahiko Harady).
To też przypomina mi być może Steca, być może Zczuba, że polski piłkarz stara się do pierwszej beemki. Nie bramki, beemki. Srebrny medal jest ładny, Polacy lubią gadać, zawsze mogą powiedzieć, że Niemcy specjalnie zesłali ich do Hamburga, miasta, które dało swoją nazwę frankfurterkom, żeby do złota Renu mieli daleko.
Oczywiście na szczęście ani piłkarze ręczni, ani siatkarze aż tak głupio się nie tłumaczyli, to tylko telewizja publiczna, w końcu po tylu latach transmisji ze skoków trudno się odzwyczaić. Nic się nie stało panie trenerze, powiedział buldog.
Z jednej strony medale w sportach zespołowych i wśród seniorów to miła odmiana, z całym szacunkiem dla siatkarek i koszykarek. Nietłumaczenie się głupio z porażki też raczej po stronie korzyści. Jednak dlaczego w kluczowych momentach się zawodzi? Po co heroiczne boje z Rosją i Danią? Czy polscy zawodnicy są zbyt skromni? Jakiś kompleks nie pozwala im uznać, że są godni złota?