nagłówek o mnie sport

Ach ta komercha (2)

Kiedyś sprawa była prosta. Do tworzenia rzeczywiście komercyjnych treści niezbędne były inwestycje. Stacje graficzne, kamery, studia nagrań, o kanałach dystrybucyjnych nie wspominając. Twórczość bez inwestycji była jak najbardziej możliwa – ale albo pozostawała niszowa, albo w końcu przetwarzały ją i popularyzowały bogate koncerny.
Zmiana w konducentów (prosumentów?) jednak postępuje – a firmy działające według starych modeli chcą się przed nią bronić. Jedno z narzędzi to DRM (nie będziesz nic uruchamiał na naszym urządzeniu), które firmy muszą jednak stosować coraz ostrożniej (GPLv3). Nie do wszystkiego jednak da się DRM zastosować. Jak dodać je do utworu, który użytkownik stworzył sam?
Okazuje się to proste – wystarczy narzędzia dla użytkownika wydać na licencji niekomercyjnej. Jest niekomercyjny MS Office, więc właściwie co stoi na przeszkodzie, żeby pojawił się MS Windows do użytku prywatnego? A może nawet Adobe Photoshop dla amatorów? Obrabiasz zdjęcie z wakacji – w porządku. Tworzysz stronę internetową dla babci – nie ma sprawy. Robisz znaczek w ramach obywatelskiego protestu – płać za licencję.
Użytkownik niekomercyjny, domowy, prywatny, niszowy, offowy, amator. Nie ma prawa działać na polu komercji ani kultury. Nie wiadomo jednak, co takie określenie znaczy (w kontekście kina pisze o tym Jacek Wojtaś). Z jednej strony przedstawia się użytek prywatny czy niekomercyjny jako bardziej szlachetny, bardziej moralny. Z drugiej niszowy czy amatorski jest zarzutem – twórczość amatorska jest przecież na dłuższą metę bezwartościowa (nie tylko w sensie finansowym) i być może szkodliwa.
Czy Microsoft, Google i zapewne wiele innych korporacji ratują więc kulturę przed zalewem komercyjnej amatorszczyzny? Czy dzięki licencji dla zastosowań domowych więcej grafomanii pozostanie w szufladzie, filmiki na YouTube będą lepsze, a Steve Jobs będzie żył dostatniej? Odtwarzanie barier wejścia typowych dla epoki przedinternetowej zyskało bardzo nośne hasło – odcinania się od komercji i tworzenia na użytek prywatny. W końcu internet był początkowo siecią niekomercyjną, czyli dobrą, więc może licencje dla amatorów mają przywrócić tę sielankę? W końcu o prywatność w internecie walczymy, więc jak może nam szkodzić więcej prywatności?
Może Komisja Europejska, zamiast ścigać Microsoft za Windows Media Playera (a powinna ścigać telewizję, choćby iTVP, która od lat unika udostępnienia materiałów w innych formatach, bezczelnie pisząc w odniesieniu do transmisji objętych DRM, że „jak dotąd prgramy te nie umieją sobie z nimi poradzić” [pisownia oryginalna]), powinna ścigać go za wykorzystywanie pozycji monopolistycznej do wydawania szkodliwych licencji?