nagłówek o mnie sport

ja, pasożyt

jako (5.02.2007)

Na licznych blogach (ja akurat zacząłem wycieczkę od Vagli) atak na kampanię noadblock, czy też zalążek kampanii, bo nie wiadomo kto i dlaczego, a wyzywanie od pasożytów jest bardziej jednak skuteczne, jak się ma odwagę pod tym podpisać. Tchórzliwy autor strony twierdzi, że bez reklam nie byłoby internetu, chociaż o ile wiem, internetu nie byłoby bez bomby atomowej, a to zaraz nie znaczy, że mam sobie kupić pół kilo plutonu.
Sam adblocka używam i nie będę się tłumaczył, że flash wprawia mojego zdychającego laptopa w śmiertelne drgawki, bo reklamy blokuję z premedytacją, jako świadomy ekonomista, konsument i zbieracz makulatury. I mam zupełnie inne zdanie niż Paweł Wimmer. Wcale nie uważam, że patrząc na reklamy gwarantuję, że używanie sieci pozostanie bezpłatne. Jestem bowiem przekonany, że przeglądanie komercyjnej sieci bezpłatne nie pozostanie i należy cieszyć się pionierskim okresem, gdy jeszcze można się naklikać bez szkody dla portfela. I to, że są różne sieci, też wcale nie jest dla mnie dziwne. Alek Tarkowski być może właśnie w tej chwili liczy internety (zainspirowany choćby przenikliwością Georga Busha) i może to potwierdzić.
Porównywanie reklamy internetowej z telewizją (chyba że z PVR i przesunięciem oglądania na inną godzinę, żeby reklamy przewinąć) i gazetą nie ma sensu. Ale mimo wszystko skojarzyło mi się to z wpisem Tima Kisnera, nieumiejącego wykonywać rzutów osobistych rozgrywającego [tu złośliwy adblock wycina nazwę sponsora, która w przyszłym tygodniu może się zresztą zmienić] Śląska Wrocław i piszącego nieciekawie, ale będącego prostym białym Amerykaninem w Polsce, co już jest znacznie ciekawsze, który oglądał w Polsce finał Superbowl i najbardziej cierpiał z powodu braku reklam. Otóż zdarza mi się też czasem zrobić wycieczkę przez reklamy (adblocka można przecież wyłączać) i w przeciwieństwie do Tima najczęściej nie mam ochoty na powtórkę. I myślę, że internet jeszcze nie dorósł do swojego modelu dobrej reklamy. A wiele serwisów zbierających na przepustowość mogłoby zaoszczędzić optymalizując treść i wygląd zamiast na siłę pokrywać koszty dodawaniem wodotrysków.
I co do portalu, który eksploatuję najbardziej: po pierwsze wyklikuję ich na odpowiednio wysokie miejsce w klasyfikacji stron według liczby odsłon, a to już konkretna wartość rynkowa. I regularnie kupuję produkt, z którym ten portal jest związany. Przez chwilę pooglądałem portal z reklamami i okazało się, że reklamuje on głównie sam siebie.