nagłówek o mnie sport

Office, kategoria open (2)

jako (4.09.2007)

Wydawało się, że OpenOffice.org ma dość pewną pozycję wśród bezpłatnych programów i dopóki przesiadka na pakiety biurowe w sieci nie stanie się realną alternatywą, nic mu nie zagrozi. Tymczasem jednak Sun i Google postanowiły OOo wbić nóż w plecy.
Plecy OOo pokazał StarOffice już dawno. Oba programy to u podstaw dokładnie to samo - kod źródłowy udostępniony został przez Suna, który do OpenOffice dodaje kilka funkcji przydatnych w korporacji (np. głupie ludziki do prezentacji i wzory faksów/raportów) i sprzedaje wersję komercyjną jako StarOffice. Początkowo obie wersje istniały równolegle, ale w końcu OpenOffice zdystansował wersję komercyjną, która praktycznie przestała samodzielnie istnieć.
Teraz jednak StarOffice ma drugą szansę - kilka tygodni temu do swojego pakietu oprogramowania dodał go Google. Firmy współpracują od dawna, ale mimo wszystko posunięcie dziwi. Być może Sun ogrywa ważną rolę w projektowaniu Google Phone i chciał coś w zamian?
Mechanizm jest podobny do promocji Microsoftu, nawet licencja ma taki sam haczyk. Także zabrania korzystania z programu do celów komercyjnych, podkreśla też, że zabronione jest korzystanie w pracach komercyjnych z załączonych czcionek. Gratis dostaje się za to pasek wyszukiwania, oczywiście w Google. Być może ktoś do StarOffice się przyzwyczai (co nie jest trudne) i zechce wydać 70 dolarów na komercyjną licencję? Tu oczywiście porównanie z MS Office jednak zawodzi - komercyjna licencja na StarOffice kosztuje niewiele więcej niż promocyjny MS Office...
Dlaczego jednak w Google Pack nie znalazł się OpenOffice? Być może obowiązuje jednak jakaś spiskowa teoria o porozumieniu między Google i Sunem, być może stanęła na przeszkodzie licencja, chociaż w przypadku udostępniania programu nawet GPL nie powinna być przeszkodą, tym bardziej, że ogólna umowa na Google Pack zawiera wyjątki dla Firefoksa (licencjonowanego w tym przypadku na MPL). Niezależnie jednak od przyczyn, dla OpenOffice.org to zła wiadomość. Pominięcie go przez Google rodzi podejrzenia, że bezpłatne ma wady. Najbardziej zainteresowani dojdą do tego, że chodzi o cliparty i dodatkową bazę danych, ale większości pozostanie przekonanie, że OpenOffice jest niedorobiony i dopiero komercyjna wersja działa dobrze. A jak komuś 70 dolarów przeszkadza, zawsze może skorzystać z Google Docs.