nagłówek o mnie sport

Widmo krąży po świecie

Na szczęście chodzi o widmo elektromagnetyczne. Niedawno Komisja Europejska ogłosiła, że zamierza doprowadzić do uchylenia starej dyrektywy o GSM, która sprawiła, że sieci komórkowe w Europie rozwinęły się szybko i sprawnie, podczas gdy w USA trzeba było czekać na iPhone.

Jednocześnie w USA do przetargu o częstotliwości staje Google, ogłaszając, że walczy nie tylko o miliardy, ale również o ideały, jak to Google. Posunięcie Komisji Europejskiej - reklamowane jako zwiększające konkurencję i dostęp do usług - wynika z potrzeb istniejących operatorów GSM. KE podkreśla, że usługi GSM podlegałyby dalszej ochronie, ale obok nich można byłoby wprowadzić usługi 3G. Kilka lat temu koncesje na sieci 3G kosztowały w niektórych krajach miliardy euro (rekordy padły w Niemczech i Wielkiej Brytanii), ale budowa infrastruktury przerosła potem nawet największe firmy. Znalazło się więc wyjście - nowe technologie zadziałają na starych częstotliwościach. W USA stare częstotliwości idą pod młotek w związku z rozwojem telewizji cyfrowej. Nowy właściciel będzie świadczył usługi szerokopasmowego dostępu do internetu, czyli cel jest taki sam jak w Europie.
Google chce - po ewentualnym zwycięstwie - otworzyć dostęp do sieci, czyli umożliwić dowolnym firmom świadczenie dowolnych usług przy pomocy dowolnych urządzeń. W sieciach stacjonarnych takie rozwiązania wymusza państwo - stąd np. w Polsce kilka firm (Dialog, Netia, Tele2) oferuje usługi dostępu do internetu na łączach TP SA (za które oczywiście TP SA płacą, ale nie cenę monopolistyczną). Rozwiązanie Google nie podoba się więc amerykańskim operatorom tak samo, jak TP SA działania UKE.
Niezależnie jednak od tego, czy intencje Google są czyste, a KE szczerze dba o dobro użytkownika, czas żeby widmo zaczęło wreszcie krążyć i żeby zaczęła się dyskusja o otwarciu częstotliwości. Technologia sobie poradzi, wystarczy w dowolnym bloku albo centrum miasta wyszukać sieci bezprzewodowe, żeby okazało się, że jest ich mnóstwo, nadają na tej samej częstotliwości, a i tak wszystko jakoś działa. O otwarciu dostępu od dawna piszą m.in. Benkler, Lessig i Reed. Gdyby Komisja Europejska chciała rzeczywiście zająć radykalne stanowisko i przyspieszyć lizbońską pogoń za gospodarką opartą na wiedzy, powinna pójść w wytyczonym przez nich kierunku. A tak być może konsumenci skorzystają z nowych usług, ale pozycja istniejących firm telekomunikacyjnych ulegnie dalszemu wzmocnieniu.