nagłówek o mnie sport

Wszyscy mówią iPhone (2) - konwergencja

Żyjemy w czasach konwergencji wszystkiego. Kultury, mediów, kuchni. Kto trafnie obstawi wynik konwergencji, zgarnie najwięcej. Microsoft stawia wciąż przede wszystkim na komputery domowe, Apple stawia na wszelki wypadek na wszystko, a Google na internet.
Trudne słowo konwergencja zerwało ze swoim polskim praprzodkiem, teraz zbieżność to może być co najwyżej nazwisk, a konwergencja ma za to więcej sylab. W Polsce karierę zaczęło robić chyba w związku z Unią Europejską, w której mamy nadzieję, że konwergencja ekonomiczna jest faktem i już za 50 lat osiągniemy poziom Portugalii, mniej więcej w czasie, gdy Portugalia ma nadzieję osiągnąć poziom Niemiec. Ta konwergencja działa więc wolno, a bardziej atrakcyjna konwergencja mediów działa szybko, w końu o YouTube jeszcze nie tak dawno nikt nie słyszał, a teraz ma już nawet polską wersję.
Niedawno standardem był po prostu komputer, w najlepszym przypadku jeden na głowę. Potem przyszły ipodopodobne odtwarzacze i telefony multimedialne. Staniały notebooki. Nowoczesny człowiek powinien mieć więc teraz cztery urządzenia osobiste i nieokreśloną liczbę dodatkowych komputerów w kuchni, salonie i łazience. Samochód można policzyć jako dodatkowy komputer, w końcu reklamuje się już samochody jako akcesoria do iPoda (Skoda Roomster)...
Symbolem konwergencji stał się Apple, mistrz "innowacyjności konwergentnej", jak zapewne wkrótce zaczną mówić znawcy. Po pierwsze dość szybko uznał, że notebook to też może być studio graficzno-muzyczne, a nie tylko maszyna do pisania. Na dodatek zauważył, że obróbka grafiki i dźwięku nie musi wymagać lat studiów nad milionem opcji, filtrów, przycisków i suwaków. Wprowadził komputery, których nie wstyd postawić w salonie. To wszystko jednak z marnym udziałem w rynku i nieproporcjonalnie wielkim udziałem w mediach. Wreszcie wymyślił koło, dodał do niego odtwarzacz multimedialny i sprzedał jako urządzenie potrafiące więcej niż odtwarzanie muzyki (nawet jeśli wciąż tylko odtwarzało dźwięk w postaci podcastów). Skutecznie zaczął sprzedawać muzykę i filmy w internecie. Teraz do kompletu doszedł telefon, więc niemal całe wyposażenie gadżeciarza może pochodzić z jednej firmy (co będzie dalej? aparat iSee? iShoot? iSpy?). Wszystkie urządzenia ze sobą współpracują, na telefonie będzie zdalny dostęp do notebooka, a Apple TV na telewizorze pokaże zdjęcia z komputera w sypialni. Wychodzący z domu mogą za dodatkową opłatą (.Mac) umieścić swoje ustawienia w internecie i z każdego maka zrobią swój osobisty komputer.
Kompleksowa konwergencja, jednak pod jednym warunkiem. Korzystamy z maków. Pod Windowsem iTunes jest, pod Linuksem już nie, odtwarzanie plików z DRM w ogóle pod Linuksem odpada, sam format AAC stwarza prawne problemy dystrybutorom wolnego oprogramowania. .Mac dostępny jest tylko z maka. MacOS X działa tylko na sprzęcie Apple, większość programów Apple tylko na MacOS. W końcu firma jest od tego, żeby przynosić zyski, nic złego w tym nie ma. Nabywcy akcji mają więc nadzieję, że ten model się sprawdzi. Cena akcji idzie w górę, komentatorzy dodają Apple punkty i też twierdzą, że ten model się sprawdzi. Miliony much nie mogą się mylić.
Od 2001 r. do wiosny 2007 Apple sprzedał 100 000 000 iPodów. 9 na 10 najlepiej się sprzedających odtwarzaczy multimedialnych na amerykańskim Amazonie to różne rodzaje iPodów. Tylko w roku 2006 Nokia sprzedała 346 000 000 milionów komórek. Na świecie mieszka 6 600 000 000 ludzi. Apple ma 5% udziału w rynku komputerów osobistych, z systemami Microsoftu pracuje ponad 80%.
Microsoft jednak stara się podążać w ślady Apple, choć korzysta także z innych wzorców (Sony). Zune jest jedynym nieiPodem w 10 najlepiej sprzedających się odtwarzaczy na Amazonie. Vista jakoś się sprzedaje (więcej licencji niż XP, ale komputerów też jest teraz więcej), na komórkach Microsoft obecny jest od dawna, Xbox ma mocną pozycję w salonie (bez wątpienia lepszą niż Apple TV), technologia ekranów "wielodotykowych" (Surface) ma wprowadzić komputery wszędzie tam, gdzie ich jeszcze nie ma. Microsoft starych nawyków się jednak nie wyzbył i w domu wciąż stawia na centralizację - za pomocą własnego oprogramowania Windows Home Server. Jeszcze jeden komputer w domu przecież nie zaszkodzi. Czy dane będą na nim bardziej bezpieczne niż w internecie? Jeśli mój komputer na biurku ma 500GB dysku, z którego mogą korzystać inne domowe sprzęty, po co mi ten serwer? Grzejniki już mam.
Z Applem Microsoft na pewno łączy jedno: konwergencja tak, ale pod warunkiem, że obsługiwana oprogramowaniem Microsoftu. Dowolne urządzenia mogą dowolnie ze sobą współpracować i pełnić dowolne funkcje, pod warunkiem że na każdym działa program Microsoftu, a formaty danych zostały stworzone przez Microsoft (kłopoty z AAC są niczym w porównaniu z obsługą WMA/WMV).
Apple wyznacza wzorce, Microsoft na swój sposób je realizuje w praktyce, ale rzeczywistość się nie zmienia. Drogi sprzęt Apple pogłębia cyfrowy podział, Microsoft przez niezrozumiałe działania podkreśla swoją arogancję, a wysiłki skupia raczej na szukaniu nowych możliwości gdzie indziej niż wśród twórczych użytkowników. Gdzie dwóch się bije, Google korzysta. Ciąg dalszy nastąpi.