nagłówek o mnie sport

Wszystkiego najlepszego

Trzeba było tak Billowi dokładać? Zemsta nadeszła szybko, choć nie niespodziewanie. Pierwsza rocznica wydania Visty w ręce konsumentów już niedługo, a ja w ramach prezentu postanowiłem sprawić sobie egzemplarz. Już po trzech dniach mam działający system.
Wydawałoby się, że po instalacji kilku dystrybucji Linuksa na różnych komputerach, instalacja Windowsa nie będzie sprawiała większych problemów. Spodziewałem się, że nie będzie się Viście podobało, że dysk zarażony jest Linuksem, więc dostała własny. Instalowałem w ciemno, bo program do sprawdzenia, czy komputer spełnia wymagania Visty, działa tylko pod Windows.
Po uruchomieniu płyty instalacyjnej, po chwili pojawia się kolorowy ekran i kursor. I nic się nie dzieje. Na ekranie żadnych informacji, najmniejszego choćby "czekaj" (które później za to występuje obficie). Można się domyślać, co się dzieje. Vista formatuje dysk z Linuksem? Vista próbuje połączyć się z Redmond i przesłać tam moje dane osobowe? Vista sprawdza numery seryjne wszystkich podzespołów? Wciąż nic się nie dzieje, akurat dotarł "Lód" Dukaja, może zdążę przeczytać, zanim wreszcie system zacznie się instalować?
Nareszcie - można wybrać dysk dla instalacji. Wybieram, ale "System Windows nie może znaleźć woluminu systemowego spełniającego kryteria instalacji". Pomaga to, czego się spodziewałem - fizyczne odłączenie dysku linuksowego. Instalator idzie dalej, dochodzi do "kończenia instalacji", które trwa nieznośnie długo, tak, już wiem, że ważne jest, jak się kończy, byle dziś, resetuje się i się nie włącza. Okazuje się, że reset nie był jednak w planach. Instalacji nie można naprawić ani przywrócić, zaczynam od nowa. "Lód" leży i kusi, może zdążę. Licencja przewiduje, że pomoc techniczna przysługuje mi od producenta i montera sprzętu. Hmm. To chyba ja. Mam szczęście, trafiłem na kogoś, do kogo dodzwonię się za pierwszym razem i nie będę musiał słuchać przez pół godziny Stinga w czasie łączenia z właściwym działem. Rada pierwsza - rekompilacja jądra. Nie? To może wyjść i wejść?
Wychodzę i wchodzę od nowa. Nie pomaga. Nie pomaga z przyłączonym ponownie dyskiem, nie pomaga z wyjętą kartą wifi, nie pomaga z przyłączonym kablem sieciowym (żeby aktualizacje mogły się zaktualizować), nie pomaga z odłączonym w BIOSie ethernetem (tak niby sugeruje strona producenta płyty głównej). Przychodzi czas rozwiązań desperackich, mija już około 8 godzin od rozpoczęcia zabawy, "Lód" się już czyta się, na jakimś forum przeczytało się, że należy zamienić miejscami kości pamięci RAM. Zamienia się, system instaluje się i działa.
Nie można go tak jednak zostawić, jest kilkadziesiąt aktualizacji, na szczęście jest opcja "zainstaluj aktualizacje i wyłącz", jest już noc, rano będzie można zobaczyć, co dalej. Rano przez godzinę trwa konfigurowanie aktualizacji, z obowiązkowym restartem. Vista niespodziewanie robi wrażenie pozytywne, przypomina Linuksa, chociaż to może Linuks przypomina Vista, albo jedno i drugie ma przypominać MacOS X i w tym naśladownictwie jest na tyle ułomne, że przypomina siebie nawzajem. Pytanie o hasło kojarzy się z moim pierwszym Red Hatem, Ubuntu lepiej sobie z tym poradziło, brak najbardziej wirtualnych pulpitów (coś tam zainstalowałem, ale to nie to samo). Pooglądałem, zainstalowałem to, do czego Vista była mi potrzebna (nie tylko gry odkrywane po wieloletniej przerwie), wyłączam i instaluję aktualizacje. Ale trafiłem, z dnia na dzień znów jest ich kilkadziesiąt.
Przy włączaniu kilkadziesiąt minut konfigurowania, reset i po włączeniu znów pełna lista aktualizacji. Podejrzane. Okazuje się, że aktualizacje się nie instalują. Nie informują o tym w żaden sposób, chyba że się samemu poszuka. Metodą prób i błędów, restartując częściej niż przez dwa lata korzystania z Linuksa, dochodzę do trefnej aktualizacji. Raport podaje enigmatyczny kod błędu, problem może wynikać z braku licencji. Automatyczna aktywacja wyłączona, w ramach eksperymentów przy instalacji. Po aktywowaniu - aktualizacje działają.
Vista działa zupełnie nieźle, ale bynajmniej nie zamierzam z niej na co dzień korzystać, ale nie do wszystkiego Wine wystarczy. DRMy, TPMy - wiem i dziękuję. Wolę dopisać się do petycji Lipszyca i pisać do urzędów, z których stron nie da się korzystać.