nagłówek o mnie sport

Antyzaufanie

Kto to jest: ma fryzurę jak Bill Gates, okulary jak Bill Gates, ubiera się jak Bill Gates, robi gesty jak Bill Gates, a jego firma mieści się na północnym zachodzie USA? Zupełnie przez przypadek, w ramach niedzielnego lenistwa obejrzałem propagandowy film wychwalający open source. Open source, bo konsultantem był Linus Torvalds, a nie Richard Stallman.
Rzekomego Billa Gatesa gra Tim Robbins, choć oczywiście pada zdanie, z którego ma wynikać, że jednak Billem nie jest (główny bohater: „Bill Gates też takie ma”, Tim Robbins: „Tak, ale gorsze”). Fabuła jest dość absurdalna, filmowy Bill szpieguje programistów i zleca ich mordowanie, żeby zabrać im kod potrzebny do ukończenia swojego projektu („take over the world”), młody geniusz porzuca ideały open source, za które ginie później jego przyjaciel i rozgryza niecne sprawki swoich szefów. Nie mamy wątpliwości, że zło zostanie przykładnie ukarane, napięcie kumuluje się w scenie, w której fałszywa narzeczona ugotowała być może zatrutą kolację i ubiera się w rytm wiele mówiącej piosenki. Jeśli ktoś ma ochotę, to niech sobie sprawdzi, czy kolacja była zatruta. Film pewnie powtórzą.
Zdanie, że „wiedza jest dobrem publicznym” pada w filmie wielokrotnie, także w scenie w stylu „I've learned something today”. Na ekranach komputerów, dostarczonych przez firmę Sun, która wówczas znajdowała się u szczytu potęgi, bańka internetowa miała pęknąć dopiero za dwa lata, działa starożytny GNOME. Uwolniony przez bohatera kod źródłowy ściągają miliony, cud, że serwer to wytrzymał.
„Antitrust” (polski tytuł to konspiracja.com – z punktu widzenia firmy Sun tytuł bardziej odpowiedni, w końcu to oni wstawiali w tych czasach te kropki...) pojawił się w roku 2001, czyli powstał pewnie w latach 1999-2000. Wtedy mogło się wydawać, że film idealnie wpasuje się w triumfalny pochód open source. Wiosną 1998 roku rozpoczął się w USA proces przeciwko Microsoftowi o nadużycie pozycji monopolistycznej (system operacyjny i przeglądarka), a Netscape udostępnił kod źródłowy swojej przeglądarki powołując do życia projekt Mozilla. W roku 1999 na Wall Street zadebiutowały Red Hat i VA Linux (698% przebicia w porównaniu z ceną emisji i kurs w okolicach 250 dolarów za akcję, ale do dziś to jedyne wyraźne osiągnięcie tej firmy). Departament Sprawiedliwości, czerwony jaszczur i czerwony kapelusz miały wkrótce dopaść złego Billa, bazar miał zastąpić katedrę (książka Raymonda ukazała się w 1999 roku), wszyscy wreszcie mieli zrozumieć, ze wiedza jest dobrem publicznym.
W listopadzie 2001 roku proces przeciwko Microsoftowi zakończył się ugodą. Projekt Mozilla – ze względu na jakość kodu udostępnionego przez Netscape i problemy z licencją – właściwie stał w miejscu, wersja 1.0 wyszła w czerwcu 2002 roku. W lipcu 2002 roku akcje VA Linux warte były 54 centy. Sun zaczął masowo zwalniać pracowników w roku 2003. Optymizm Antitrusta jest dziś śmieszny. Chociaż jedno pozostaje. Wiedza jest dobrem publicznym.