nagłówek o mnie sport

Dyktatura modelu

jako (7.10.2008)

Zwolennicy Kondratiewowskiego determinizmu skupują złoto, keynesiści drukują pieniądze, pozostałe przy życiu banki zapewne poszukują nowych statystyków, może ich specjaliści od stochastyki się jednak pomylili, a inni już na pewno przewidzą wszystko właściwie.
Ekonomia była z założenia nauką społeczną. Opisywała i analizowała, była nauką empiryczną i raczej wszechstronną. Wszechstronność czasem wychodziła bokiem, nadmierny zapał filozoficzny nie ułatwia analizy, w przeciwieństwie do czystego i eleganckiego wzoru matematycznego. Ścisłe metody okazały się idealnie dopasowane do prostych założeń ekonomii, a im większy postęp dokonywał się w matematyce, tym bardziej skomplikowane problemy ekonomiczne można było tłumaczyć w sposób "ścisły". W końcu doszło do tego, że model matematyczny stał się podstawą każdej analizy.
Wszystko zaczęto sprowadzać do funkcji, wzór i jego opis stał się kanonem artykułu z ekonomii. Analiza przyczyn, których nie da się ująć w sposób statystyczny zaczęła zanikać. Narzędzia, które miały być tylko pomocą, stały się celem samym w sobie. Ekonomia stała się nauką o modelach, modelach dopasowanych do danych z przeszłości. Jeśli model nie przewidywał skutecznie przyszłości, tym gorzej dla przyszłości, zawsze znalazł się ekonomista-matematyk, który dodał do modelu coś nowego, co uzasadniło jego stosowanie na dalsze lata. Ekonomiści prędzej potrafiliby wytłumaczyć teorię strun niż społeczne skutki kryzysu paliwowego.
Wielkie obliczenia nie sprawdziły się w przypadku całych systemów ekonomicznych, które planowały przyszłość i ślepo te plany realizowały. Kryzys dowodzi, że nie sprawdziły się też w skali przedsiębiorstw. Czemu jednak się dziwić - większość ogłoszeń z ofertami pracy dla "analityków ekonomicznych" wymaga wykształcenia w dziedzinie "matematyki, matematyki stosowanej lub ekonometrii". W takiej kolejności i bez ekonomii. Tymczasem teraz, ci wszyscy matematycy sięgają po wyjaśnienia raczej filozoficzne. Przecież "po każdej hossie nadchodzi bessa".