nagłówek o mnie sport

Jabłka i pomarańcze

jako (1.02.2008)

Sugestywny filmik na wolnych podręcznikach zaczyna się od pokazania tempa zmian na świecie. Robi wrażenie. Na koniec stosuje mój ulubionych chwyt propagandowy porównując Polskę do jakiegoś małego kraju, któremu się udało. I wrażenie psuje.
W tym filmiku występuje Finlandia - bo była zależna od ZSRR i w ogóle wojna ją wyniszczyła. Popularna w tej roli jest również Irlandia - bo katolicka i jedzą tam ziemniaki. Co bardziej odważni powołują się na przykłady Estonii i Słowenii, choć na szczęście już w przypadku Estonii częściej dociera fakt, że kraj ten liczy sobie mniej mieszkańców niż Warszawa.
Finlandia i Irlandia. Kraje cudu gospodarczego zbudowanego na nowych technologiach, edukacji i deszczowej pogodzie. Deszczową pogodę na szczęście już mamy. Najpierw garść tendencyjnych faktów (z ogólnych baz danych OECD, UE oraz ONZ):

Irlandia Finlandia Polska
Liczba mieszkańców 4,1 M 5,2 M 38,5 M
PKB per capita, PPP $, 1990 12390 17510 5980
PKB per capita, PPP $, 2000 30100 25150 9940
Wzrost PKB per capita, PPP $, 1990-2000 144% 44% 66%
Zatrudnienie w kopalniach węgla kamiennego, 2006 0 0 120000
Testy - matematyka (Polska = 100), 2004 102,57 111,04 100
Testy - czytanie (Polska = 100), 2004 103,81 109,44 100
Testy - nauki ścisłe (Polska = 100), 2004 101,53 110,12 100
Wydatki - nauczanie podstawowe (Polska = 100, PPP), 2003 166,49 186,11 100
Intensywność B+R (% PKB), 2005 1,25% 3,43% 0,57%
Udział wydatków na B+R filii zagranicznych korporacji w ogólnych wydatkach przedsiębiorstw, 2005 >70 <20 <20
Wydatki na B+R przedsiębiorstw trafiające do sektora high-tech, 2005 38,2 55,2 19,4

Można wprawdzie powiedzieć, że zawsze porównanie dwóch krajów trafi na różne problemy, na nieporównywalne elementy. Jednak można pewnie wybrać sobie porównanie lepiej albo gorzej. Irlandia i Finlandia należą do kategorii "zdecydowanie gorzej". Kilka powodów:

  • Liczba ludności jest niewielka, inna skala wszelkich typowych problemów państwa dobrobytu (emerytury, służba zdrowia).
  • Nie dość, że ludzi mało, to jeszcze kraje leżą na uboczu, tranzyt ich nie potrzebuje, więc nie trzeba ponosić takich nakładów na infrastrukturę (drogi, koleje).
  • Nie było za wiele starego przemysłu (ciężkiego, lekkiego), więc można oszczędzić na poważnych reformach strukturalnych i skupić się na innych polach działania.
  • Irlandia miała szczęście - należała do EWG, była biednym krajem, w którym wszyscy mówią w języku zbliżonym do angielskiego, a akurat na fali nowej gospodarki płynęły inwestycje technologiczne (Microsoft - 1985, Intel - 1989, Dell - 1990 i już w innych czasach Google - 2003). Irlandia szczęściu wprawdzie pomogła, obniżając podatki i utrzymując wspólnym wysiłkiem niższe wynagrodzenia (przynajmniej na początku). Może jednak te inwestycje stracić równie szybko, jak je zyskała. Pytanie, czy jest silna na tyle, żeby poradzić sobie bez nich. I ten proces radzenia sobie bez korporacji, które wytwarzają większość B+R, sporą część PKB i eksportu, będzie chyba dla Polski najciekawszy. Chociaż na pewno nie uda się Polsce zdobyć aż tylu inwestycji - konkurencja jest dość duża - w samej Unii z Polską konkuruje co najmniej 8 krajów (Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria, Rumunia, Litwa, Łotwa, Estonia).
  • Finlandia startowała już w latach osiemdziesiątych z wysokiego pułapu (większy PKB per capita niż w Irlandii w latach dziewięćdziesiątych), więc miała kapitał niezbędny do inwestycji w edukację i tworzenie własnej gospodarki opartej na wiedzy bez pomocy zagranicznych inwestycji. Ani Irlandia (w 1990), ani Polska (w 2000) takiego kapitału nie miały. Dlaczego nie porównuje się Polski z Arabią Saudyjską albo Norwegią? "Oni ropę mają" - każdy powie i utnie dyskusję. Duży kapitał to równie ważny zasób, ale może trudniejszy do wyobrażenia.

No dobrze, ale czy to znaczy, że nie warto się starać? Warto. Finlandia powinna być przykładem choćby na to, że lepiej czasem zaryzykować rozwój nowych technologii zamiast ładować fortuny w bezpieczne przetrwalniki (Krauze i Kulczyk - ropa, Czarnecki - nieruchomości). Jednocześnie jednak, jak widzę bezrefleksyjne porównywanie wskaźników makro Polski z Finlandią i Irlandią, nóż mi się w kieszeni otwiera.
Natomiast kraje te na pewno mogą być źródłem fascynujących przykładów w skali mikro - jak w niewielkiej gminie założyć i utrzymać wyposażoną w nowe technologie szkołę? jak skłonić inwestorów do pomocy w przedsięwzięciach edukacyjnych i do podnoszenia kwalifikacji pracowników (ponad poziom konieczny do zachowania w całości maszyn)? jak władze miast podnoszą jakość życia mieszkańców (tu mi się kojarzy "oficer rowerowy" importowany z Cork do Wrocławia, Polak zresztą)? Jest jednak inny problem - jak to pomierzyć? W prezentacji łatwo pokazać, że tu wydają 2000$, a tu tylko 800$, tu miejsce 1., tu 55., tu 4%, a tu 1%. Oczywiście, te wskaźniki też należy poprawić, ale to nie jest tak, że Irlandia i Finlandia były w takiej samej sytuacji i proszę - teraz jest tam tak pięknie. Owszem, można wyznawać filozofię, że jeśli do kogoś się porównywać, to do najlepszych, ale tu wkracza się niebezpiecznie w sferę cudów. Szczególnie, jeśli się sugeruje, że nasza sytuacja początkowa jest taka sama i wystarczy zastosować te same metody. Był już taki system gospodarczy, w którym stosowano przywiezione w teczce recepty. Jak on się nazywał?

chyba trochę się

chyba trochę się czepiasz, prezentacja - podobnie jak "oryginał" - z założenia jak sądzę jest efekciarska i dość swobodnie traktuje dane. stawia jakąś tezę i mniej lub bardziej udolnie ją prezentuje. nie ma tu miejsca na skomplikowany wywód i subtelności, ale chyba nie o to chodzi. mnie się podoba :-)