nagłówek o mnie sport

Jajko czy kura?

jako (26.01.2008)

Będzie to znowu wycieczka z gatunku wróżenia z fusów, bo niepodparta konkretnymi danymi. Taka nauka 2.0, tylko że bez nauki. Za to z tezą, że przyczyny popularności Naszej-klasy nie ma co szukać w socjologicznych tajemnicach ani porównaniach z Facebookiem.
Według artykułu z ComputerWorld, który przekleiła Gazeta.pl, w roku 2007 sprzedano w Polsce 3 mln komputerów i był to kolejny rok ponaddwudziestoprocentowego wzrostu. Czyli w Polsce działa około 50% więcej komputerów niż dwa lata temu. Ten sam tekst sugeruje, że znacząco rośnie udział laptopów - komputerów, które można dużo łatwiej podłączyć do internetu niż przeciętnego składaka (obok normalnych możliwości w postaci gniazda LAN i portu USB, laptop ma zwykle kartę WiFi oraz port PCMCIA na różne komórkowe wynalazki). Zmyślając dalej, można założyć, że spora część nowych komputerów to nie są pierwsze komputery. Jest coraz więcej starego sprzętu, który chociaż częściowo trafia do "wykluczonych" (starszych, gorzej wykształconych, niekorzystających z komputera do celów zawodowych), ale nie jest to sprzęt tak stary, żeby nie można było na nim korzystać z internetu.
Samo korzystanie z internetu tanieje dzięki wojnie cenowej, a TP SA tracąc klientów w miastach na rzecz Netii, Dialogu, Tele2, kablówek itp., musi rozwijać infrastrukturę gdzie indziej (gdzie nawet słaba neostrada wygra z EDGE, o GPRS nie wspominając). Obniżenie ceny i wyjście z miasta demokratyzuje szybki dostęp do internetu (przez modem z naszej klasy korzystają zapewne jacyś mistrzowie zen, którzy nawet nie zwrócili uwagi na to, że była jakaś przeprowadzka), liczba użytkowników, którzy nie znają angielskiego, szybko rośnie.
Teraz najsłabsze ogniwo rozumowania wywróżonego z ComputerWorlda. Duży udział notebooków i rosnący udział sprzedaży dużych koncernów wypierających zeneksy powodują, że coraz więcej kupujących ma legalne oprogramowanie (niestety, nie jest to Ubuntu). Dodatkowo pomaga promocja antypiracka (legalny zakup licencji OEM bez nowego sprzętu), specjalna wersja MS Office, spadające ceny oprogramowania antywirusowego. Strach przed łączeniem się z internetem jest mniejszy, gdy Windows jest oficjalny - nie trzeba się wstydzić, że Bill się dowie, że się go okrada. Poza tym konkurencja w postaci Firefoksa wymusiła szybsze łatanie dziur i coraz rzadziej słyszy się o wielkich lukach w bezpieczeństwie (tylko Skype trzyma się dzielnie w tej kategorii) - chyba że wymuszonych przez czynnik ludzki, "jestem wirus, kliknij mnie".
Co poza Windowsem, antywirusem i tanim officem znajduje się zwykle na polskim komputerze? Na pewno Gadu-gadu (6 milionów?), krótkie wiadomości tekstowe to przecież polska specjalność od zarania GSM. Nie używam GG, więc trudno mi zgadnąć, jak duże znaczenie mają przypadkowe wiadomości z nieprzypadkowymi podpisami. Jest też Skype (4 miliony?), trochę obok Gadu-gadu, a może w związku z emigracją. Czyli nie dość, że always on, to jeszcze potrzebne szersze pasmo.
Na koniec na chwilę powrót do rzeczywistości. W ostatnich latach wzrosła nie tylko sprzedaż komputerów, ale także liczba kart kredytowych. W roku 2006 w Polsce za zakupy online najczęściej płaciło się przy odbiorze. Liczba kart kredytowych - czyli takich, które w przeciwieństwie do zwykłych kart bankomatowych umożliwiają płatności w internecie, wzrosła w ostatnich latach siedmiokrotnie (teraz jest ich około 7,5 mln). I znów wróżby - zmieniać to będzie demografię zakupów, rozwinie się coś poza Allegro i sklepami komputerowymi, w końcu na pewno zbiór posiadaczy kart kredytowych i nowych komputerów się pokrywa w dużym stopniu.
Nasza-klasa stała się popularna, bo było to możliwe. Była pod ręką w momencie wzrostu popytu na klon Gadu-gadu w sieci WWW: w końcu jak inaczej się pochwalić, ilu się ma znajomych? NK trafiła we właściwy moment i mogła skorzystać z rozwoju infrastruktury. Takie przedsięwzięcia zaczną się wreszcie rozwijać (nie to, że ich zupełnie nie było, ale po pierwsze nie były masowe, po drugie nie trafiały na pierwsze strony gazet), komputerów wciąż będzie przybywać, połączeń z internetem też. Jeśli za trzy lata Nasza-klasa będzie równie popularna, to już jednak będzie zdecydowanie fenomen socjologiczny.

Pierwsza! ;-)

"Zenex"! Jak ładnie!
* * *
Czytałam dzisiaj w El País artykuł o Facebooku pod tytułem, jakże by inaczej, "Ukryta twarz Facebooka". Otóż Facebook przetwarza dane swoich użytkowników! I zainteresowali się nimi socjologowie (pewnie wczoraj) i robią badania bez ich wiedzy (użytkowników, znaczy). Co więcej, każdy może o każdym wiedzieć wszystko! I jeszcze te reklamy się dostaje z powodu historii zakupów. I nic nie można zrobić, bo Fb nie przetwarza swoich danych w Hiszpanii i nie podlega, itd.
Gdyby nie to, że artykuł był po hiszpańsku, pomyślałabym, że to Wyborcza o Naszej Klasie. W Hiszpanii poziom "uinternetowienia" jest jeszcze niższy niż w Polsce, więc pewnie czeka ich jeszcze wiele tego typu odkryć. A potem będą mieli swoją "Naszą Klasę", jak już wykonają skok jakościowy na wykluczonych, o którym piszesz... Np. na takich, jak piszesz, albo na imigrantów. Bo na razie najważniejsze hiszpańskie sieci społeczne to Mi Espacio (czyli My Space) i Facebook.
W serialu "Paco i jego ludzie", który w Polsce leci na AXN, w odcinku siódmym pięćdziesięcioletni Hiszpan z okolic Madrytu daje trzydziestoletniemu Hiszpanowi z tych samych okolic pamięć USB, a ten się pyta "Co to jest". Ten pierwszy też jeszcze chwilę wcześniej nie wiedział. Obaj są policjantami. Serial jest współczesny. Widocznie dla scenarzystów ta scena była prawdopodobna w rzeczywistości.
Jeśli ktoś chciałby zainwestować w społecznościowego pre-seeda w Hiszpanii i szuka wsparcia... :-))