nagłówek o mnie sport

Michael Jordan

jako (8.01.2008)

Być może jeszcze za wcześnie obstawiać, kiedy Bill Gates wróci do Microsoftu, skoro oficjalnie ma odejść dopiero w lipcu. William Hill z Londynu takich zakładów jeszcze nie przyjmuje. Na razie Gates zaliczył ostatnie wystąpienie na CES.
W ostatnich latach wystąpienia Gatesa pozostawały w cieniu przemówień Steve'a Jobsa. Steve wystąpi dopiero za tydzień (15 stycznia), ale nawet jeżeli ogłosi, że odchodzi, nie będzie to wielka sensacja. Raz już to zrobił. I wrócił. Michael Jordan też odszedł i wrócił, żeby po raz kolejny upokorzyć konkurencję. Trochę się może zapędziłem. Gates jako Jordan oprogramowania? W takim razie kim byłby Linus Torvalds? Karlem Malone?
W tegorocznym wystąpieniu Bill Gates zaprezentował film ze swojego ostatniego dnia w pracy. Naoglądał się chyba za dużo "The Office" (warto też odwiedzić stronę firmy). Nie dziwię się, ale nie oto chodzi. Bill Gates zaprezentował typowy film z youtube, typowy przykład kultury remiksu, typowy mashup. Były wypowiedzi znanych gwiazd, zmontowane fragmenty filmów i trochę wygłupów własnych. Z tą różnicą, że Gates nic nie remiksował ani nie mashupował. Nie spędził kilku godzin szukając Baracka Obamy ani Hillary Clinton mówiących pasujące kwestie. (Swoją drogą, gdyby to był prawdziwy remiks, mógłby próbować zgłosić się też do Mitta Romneya czy Freda Thompsona). Nie szukał przypadkowych wycinków dla pozostałych postaci. Paradoksalnie, wiarygodności nie uzyskał dużo większej niż kiepsko podłożony głos do montowanego na siłę ruchu warg, ale może o dramaturgię reklamy proszku do prania tu chodziło (wyróżniającą się rolę odegrał jedynie Barack Obama). Doskonale podsumował filozofię Microsoftu - zrobimy to samo, co inni robili przed nami, tylko za większe pieniądze.

Czepiasz się

Zrobił, czy też pewnie uczestniczył w zrobieniu bardzo sympatycznego filmiku, w którym zaprezentował się jako obdarzony poczuciem humoru, dystansem do własnej osoby i odpowiednią dawką nerdostwa.
Jak dla mnie było to zupełnie wiarygodne, nie wiem czemu wyżej stawiasz własnoręczne wyszukiwanie i klejenie od zrobienia czegoś na właściwym poziomie?

"Doskonale podsumował filozofię Microsoftu - zrobimy to samo, co inni robili przed nami, tylko za większe pieniądze."

A tu to już po bandzie pojechałeś. Z tego wynika, że Apple z MacOSem były tańsze? Czy może Zune jest droższy? Czy o co Ci właściwie chodzi?

Czepiam się, więc jestem

Film jest może w założeniu sympatyczny, ale dość naciągany. Po prostu nie podoba mi się to, że wypowiedzi biurowe ewidentnie mają przypominać the office (te żaluzje, nie wierzę, żeby w biurach MS były naprawdę), a Bill Michaela Scotta. Wystąpienie dwojga kandydatów na kandydatów to niemal korupcja, a całość na siłę jest na luzie - to nie styl Billa Gatesa, podszywanie się pod kulturę amatorską tego nie zmieni. Byłoby pewnie ciekawiej, gdyby zrobić prawdziwy mashup, zebrać gafy z prezentacji Windowsów i nietrafionych przepowiedni. Bill Gates kręcący się z nudów na krześle? Już wiem, czemu Word się zawiesza.

Poza tym mylisz mnie z WO. Nie uważam, że TCO maków jest niższe, może w jakiejś niszy. Wręcz przeciwnie - uważam, że Apple (tak samo jak Microsoft) jest najbardziej innowacyjny biznesowo-marketingowo (chociaż kiedyś było inaczej) i po prostu potrafi lepiej połączyć (choć to już więcej niż Microsoft) i sprzedać pomysły innych. Microsoft z kolei pompuje gotówkę w dość bezrefleksyjne kopiowanie pomysłów - a nuż się uda, a jak nie, to przyciśniemy producentów sprzętu, którzy i tak nie mają wyboru. Nie chodzi o to, ile płaci konsument, bo tu MS polega na korzyściach skali i jednostkowe ceny mogą być niższe niż u Apple. Jeszcze żeby te kopie były lepsze - ale zwykle trzeba kilku lat na dotarcie i kilku procesów o naruszenie zasad konkurencji zanim zaczną się do czegoś nadawać (Word 2.0 for Windows? Windows 3.0? Windows 95? Windows ME? Windows XP sans SP? Tablet PC? Internet Explorer 3?).

Poza tym w Amazonie Zune 80gb 244 $, iPod 80gb 239 $. To wybór tendencyjny, starsze modele zune są tańsze niż starsze modele ipodów. Ale różnice nie są duże, a z ipodem masz dostęp do itunes, z którym inni sprzedawcy plików w sieci raczej nie mogą się mierzyć.

fan Billa

"ewidentnie mają przypominać the office"

Widziałem office'a coś koło 10 sekund (mam nadzieje to w końcu nadrobić, np. dzięki Twoim płytkom ;-)), więc mi nie przypomina.

"to nie styl Billa Gatesa"

Dla mnie jak najbardziej, nie był nigdy bufonem.

"podszywanie się pod kulturę amatorską tego nie zmieni"

Dlaczego to ma być podszywanie się? Ja to odebrałem zupełnie po prostu, Bill ma kasę i zna ludzi, więc się zabawił.

"Byłoby pewnie ciekawiej, gdyby zrobić prawdziwy mashup, zebrać gafy z prezentacji Windowsów i nietrafionych przepowiedni."

Daj szansę się wykazać amatorom.

"Poza tym mylisz mnie z WO. Nie uważam, że TCO maków jest niższe, może w jakiejś niszy"

Wiem, ale w takim razie MS sprzedaje drożej od kogo? Bo że wsysa cudze pomysły to fakt, ale też nie wiem, co ma być w tym złego (jeśli oczywiście płaci, a zazwyczaj po prostu wykupują firmy razem z ich pomysłami). Mają nie korzystać z dobrych rozwiązań, skoro sami nie umieją na nie wpaść?

"Nie chodzi o to, ile płaci konsument"

Właśnie chodzi wyłącznie o to.

Poza tym, przecież to nie jest tak, że MS opanował rynek wypuszczając DOSa i od tej pory jedzie wyłącznie na swojej pozycji. Jakby jego programy były do dupy, to by się jednak tak nie sprzedawały. Były przecież np. różne inne edytory tekstu. I gdzie są teraz?

to jednak wciąż tylko biznes

DOS to była przede wszystkim dobra decyzja biznesowa (nie był to oryginalnie produkt MS, w przeciwieństwie do BASICa, na którym rzeczywiście Bill wypłynął wcześniej) - IBM nie docenił roli systemu, chciał zbijać kasę na BIOSie (dziwny pomysł z dzisiejszej perspektywy). Tajwańczycy jednak dość szybko BIOS zrobili własny, a MS niespecjalnie walczył z piractwem, więc DOS się rozplenił.

Co do pozostałych programów - umiejętne wykorzystanie siły rynkowej i niedozwolonych praktyk (w stylu nieudokumentowanych API) miało większe znaczenie niż jakość. Potem w końcu rzeczywiście zaczęła się ona podnosić, ale dość powoli, bo większość konkurencji zdążyła już zdechnąć.