nagłówek o mnie sport

Ozdobniki

jako (16.10.2007)

Do głównego wrocławskiego empiku prowadzi wejście, w którym do niedawna trzeba było się przeciskać wśród miłośników kartek okolicznościowych, kubków z misiem, ołówków z gumką i kalendarzy z kotkami. Na szczęście sieć wpadła wreszcie na pomysł, żeby umieścić w tym wąskim gardle towary mało chodliwe, które większość klientów mija obojętnie, a nieliczni fanatycy niech sobie stoją w przeciągu, nie będą tarasować przejścia. Jaki produkt empik skazał na taki los?

Płyta CD umiera już co najmniej od kilku lat, decyzja empiku jest więc logiczną konsekwencją tej agonii. W pozostałych sklepach regały z płytami też zresztą trafiają do kąta, zajmują coraz mniej miejsca, walczą jeszcze mediamarkty, ale hałdy przecenionych składanek muzyki biesiadnej długo tej iluzji nie podtrzymają.
Działanie Radiohead nie jest więc specjalnie dziwne. Dystrybucja przez wytwórnie w postaci elektronicznej też jest oczywiście możliwa, ale Radiohead ma specjalne wymagania dotyczące sprzedaży płyt, nie lubi, żeby ciąć je na kawałki, co zauważył mało przekonująco Edwin Bendyk, pisząc, że płyta wyszła "w sprawdzonej formie" albumu. To trochę tak, jakby napisać, że Marek Krajewski wydał książkę w sprawdzonej formie, ze wszystkimi rozdziałami od razu i po kolei. Płyta muzycznie nie jest szczególnie przełomowa, owszem brzdąkają na gitarach, Thom Yorke dość sporo pomiaukuje, choć w swoim dobrym stylu, gadżety dalej obowiązują, ozdobniki jak najbardziej, ale słucha się jak porządnej płyty Radiohead i nie żałuję 25 złotych, chociaż gdybym kupił ją w sklepie za 65, mógłbym być rozczarowany (42 minuty).
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, Radiohead wyłomu w systemie dystrybucji poprzez wytwórnie (niezależnie od tego, czy jest to dystrybucja w formie nośników na wymarciu, czy w formie elektronicznej) nie zrobił. Serwer Radiohead w dzień premiery nie wytrzymał, ale gdy już działał, zakup był szybki i bezproblemowy (co ciekawe, teraz strona przestała działać pod Linuksem - przez bug we Flashu). Wymagał jednak dalszych kroków - rozpakowania pliku i dodania piosenek do odtwarzacza. Czy taka bariera wystarczy, żeby internet nie mógł przejąć roli wielkiego sklepu internetowego? Jaka wartość dodana sklepów sieciowych z muzyką sprawia, że większość oczekuje kolejnych pośredników zamiast polegać na prostym wyszukiwaniu, bo co za różnica czy nazwę zespołu, który usłyszymy w radiu albo znajdziemy na jakimś blogu, wpiszemy w zwykłą wyszukiwarkę, czy w iTunes? Czy iPod w roli takiej wartości dodanej jest wystarczająco skuteczny, żeby obronić iTunes (których zalety w Polsce trudno odczuć nie mając zagranicznej karty kredytowej)? Na horyzoncie konkurencji dla iPoda nie widać (co dziwi, w końcu kto, jak kto, ale Finowie mają tradycje dobrego designu, a tymczasem Nokia wypuszcza jakieś niewdzięczne kloce, Sony wciąż trzyma rękę w nocniku, Microsoftowi pomysłu starczyło na samo urządzenie), co nie znaczy, że idylla będzie trwać wiecznie. Być może w końcu zbyt ścisłe związki iPoda z iTunes obrócą się przeciwko Apple, a czym wtedy można zachęcić klienta? Podpowiadanie wyboru na podstawie kupionej muzyki? Całkiem nieźle do tego służy Last.fm. Wszystko w jednym miejscu? Są programy (Rhythmbox na przykład), które odtwarzają muzykę z dysku, Last.fm i różnych innych źródeł (Jamendo, Magnatune). A poza tym - czy internet nie jest tym miejscem, gdzie wszystko jest w jednym miejscu?
Radiohead w ramach wartości dodanej postawił na zestaw specjalny za 40 funtów. Dobra metoda dla zespołu, który już ma grupę wiernych słuchaczy. Ale żeby ją uzyskać przez kilka lat publikował płyty CD w dużej wytwórni.