nagłówek o mnie sport

Sto lat, sto lat!

jako (25.08.2008)

Co za niespodzianka, Unia Europejska po raz kolejny wraca do koncepcji wydłużenia ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych. W USA dla części utworów okres ten wynosi 95 lat, w Europie 50, więc harmonizacja będzie polegać na tym, żeby w Europie wszystkie utwory dostały od razu 95. Kto liczył na Elvisa i Beatlesów w każdym supermarkecie, będzie musiał obejść się smakiem.
Zakładając nawet, że artyści w latach pięćdziesiątych i szcześćdziesiątych wierzyli w terapie odwykowe na tyle, żeby planować odcinanie kuponów od swoich występów po siedemdziesiątce (powiedzcie to Leonardowi Cohenowi), zgodzili się mimo to, żeby prawa do ich utworów kiedyś wygasły. Na dodatek zwykle zgodzili się, żeby z praw korzystała przede wszystkim wytwórnia. A wytwórnia, nawet jeżeli nie prowadzi zdrowego trybu życia, zawsze znajdzie inną wytwórnię, która nie daj jej zdechnąć i prawa zawsze będa do kogoś należeć.
Na pewno regulacja (która zapewne przejdzie, nie pomoże Bernt Hugenholtz, który płakał też przy poprzedniej dyrektywie) tworzy koszty dla konsumentów, dla społeczeństwa i wszystkich, którzy chcą za darmo korzystać z nagrań muzycznych (więcej na Kulturze 2.0, tam też kolejne linki). Z badań Landesa i Posnera wynika, że muzyka najwolniej (sposród przedmiotów prawa autorskiego) traci na wartości:

Czas powstania utworu % utworów, które straciły wartość po:
10 latach 20 latach 50 latach 95 latach
lata 50/60 35% 55% 87% 98%
lata 70 50% 75% 96% 99,8%

Niezależnie od tego, jak mały zysk przynosi 0,02% utworów, jest to zysk. Wytwórnie płytowe to przedsiębiorstwa, ich celem jest osiąganie zysku. Nie zwrot kosztów poniesionych na wydanie określonego utworu, ale osiągnięcie zysku. Im szybciej koszt się zwróci, tym lepiej. Im dłużej potem można czerpać zyski, tym lepiej. Czyli cała argumentacja polegająca na tym, że to "tylko" 0,02% albo że już dawno swoje na tym zarobili, jest z gruntu błędna. W numerkach wytwórnie zawsze będą lepsze, bo nikt nie jest w stanie policzyć, o ile niezależny film (kluczowy moment: 8:36, warto też porównać z inną wersją, tu sam początek, bo jest inaczej podzielona) będzie lepszy z muzyką Beatlesów i Elvisa.
Czas skończyć z fikcją praw autorskich jako "zachęty do inwestycji". Albo autor to przedsiębiorca/przemysłowiec i wtłaczamy go do systemu patentów (tu też można sobie poradzić z problemem upływu okresu ochrony - tworząc kolejne mutacje, remiksy i patentując je od nowa, ale to być może bardziej twórcze) i znaków towarowych, albo uznajemy, że dostęp do kultury to prawo nadrzędne, tak jak stało się to z prawem ochrony środowiska. Przykład tego ostatniego pokazuje jednak, że łatwo nie będzie.