"Skarżenie nauczycieli i szkół nie leży w naszym interesie." - stwierdził Microsoft w specjalnym oświadczeniu napisała gazeta.pl w artykule o "małej szkodliwości pirackiego Windowsa". W obronie dyrektora szkoły, który na komputerach zainstalował nielicencjonowane Windowsy i Officy wystąpił Michaił Gorbaczow. Sąd uznał, że takie piractwo ma niewielką szkodliwość społeczną. A Microsoft bez żenady przyznał, że bardzo mu się taka polityka dyrektorów i rządu podoba.
Tymczasem szkodliwość społeczna jest co najmniej duża. Raz przyuczony do produktów MS użytkownik nie sięgnie po alternatywy, a w końcu będzie musiał za system zapłacić. Albo będą musieli zapłacić inni, którzy nie chcą używać Windowsa i Offica, ale chcieliby wypełnić formularz udostępniany w internecie przez administrację państwową, obejrzeć prezentację projektu swojego miasta (to nawet się w ogóle nie otworzy w OOo) a czasem skorzystać z internetowej telewizji. Czym skorupka za młodu nasiąknie.
szkodliwość społeczna
burlap










