nagłówek o mnie sport

Wykluczanie wykluczonych

jako (21.10.2008)

Brnąc dalej w brodatą metaforę drogi, nową propozycję UKE trudno nawet porównać z typową polską drogą krajową, pełną kolein, źle wyprofilowanych zakrętów i nieoznakowanych skrzyżowań. To raczej droga polna, na niektórych odcinkach wyasfaltowana, ale też niechlujnie.

Pomysł UKE zakłada, że darmowy bezprzewodowy internet - do którego, podobnie jak w projekcie FCC w USA - zmuszą operatora warunki koncesji na częstotliwość, będzie ograniczony w każdy możliwy sposób: 256kb na sekundę, 500MB danych na miesiąc i jedna sesja maksymalnie na 30 minut. Nawet na korzystanie z naszej klasy to za mało.
To kolejny projekt na froncie walki z cyfrowym wykluczeniem, który nawet w statystykach nie będzie widoczny. Dostęp szerokopasmowy jako wskaźnik zaawansowania cywilizacyjnego przestaje bowiem wystarczać. Unia Europejska - do niedawna zwracająca szczególną uwagę na zasięg szerokopasmowego internetu, który pozwalał twierdzić, że w rozwoju społeczeństwa informacyjnego wyprzedzamy (przynajmniej w rozmiarze EU-15) USA - poszerza perspektywę i przyjmuje wskaźnik złożony - Broadband Performance Index (BPI).
Sam ogólny zasięg dostępu szerokopasmowego nie jest nawet składnikiem BPI. Liczy się dostęp na obszarach wiejskich i to tylko przez kabel (czyli całe darmowe wifi na razie się nie załapie), a ze starego wskaźnika zostały elementy jakościowe - prędkość, cena i korzystanie z usług. Co ciekawe - bierze się pod uwagę ceny wyłącznie w zakresach 1-2 Mbit oraz 2-8 Mbit (w EU-15 niski standard to 1,5 Mbit), czyli presja na operatorów, żeby obniżyli ceny w przedziale poniżej 1 Mbit, którą swoim pomysłem ma zamiar wywierać UKE, niewiele pomoże. A tymczasem w kategorii "cena" Polska wypada w zasadzie najgorzej w całej UE (porównywalnie źle jedynie Słowacja).
Internet według UKE nie pomoże też w rozwoju zaawansowanych usług. 500MB pójdzie na samo pobieranie aktualizacji systemu operacyjnego, baz danych wirusów (w każdym razie na niektórych systemach), sprawdzanie prognozy pogody na portalu i czytanie poczty przez www. Może i nie będzie darmowych torrentów, ale nie będzie też ściągania wolnego oprogramowania, tekstów naukowych udostępnianych w sposób otwarty, ani kupowania jakichkolwiek cyfrowych treści.
UKE ma zamiar zaoferować więc wykluczonym internet (inne ministerstwo da im laptopy?), który pozostawi ich w tym samym miejscu, bo granica cyfrowego wykluczenia się przesunie. Tymczasem wciąż nowoczesnych usług w polskim internecie jest mało - e-administracja prawie nie istnieje (tu wskaźniki się pewnie pogorszą, gdy wygasną certyfikaty rozdawane przez ZUS, a mikroprzedsiębiorcy zamiast płacić za bezpieczny podpis elektroniczny staną w kolejce na poczcie), uniwersytety bardzo słabo radzą sobie z obecnością w sieci, a telewizja plącze się w DRMach.

nie tylko e-inkluzja

w komentarzach do propozycji UKE mówi się o wyrównywaniu szans - tymczasem darmowy, bezprzewodowy internet, dobrze zaprojektowany, mógłby w znaczący sposób zwiększyć popularność rozwiązań mobilnych, co staje sie jasne dla kazdego, kto z iphonem w reku szuka otwartego wifi.

ale kto ma telefon z wifi?

Też o tym myślałem. Ale wydaje mi się, że jak ktoś kupuje telefon z wifi czy inne mobilne urządzenie (np. netbooka), to najczęściej ma już komputer z internetem i nie jest wykluczony. Nie byłoby efektywne (ani "sprawiedliwe") udostępnianie takim osobom darmowej sieci. Bez przesady, do sprawdzenia poczty czy jakiejś informacji w telefonie można sobie kupić pakiet kilkudziesięciu MB za kilka-kilkanaście złotych. Nie trzeba szukać darmowego wifi.

Nie znaczy to, że jestem całkowicie przeciwny darmowym sieciom wifi - uważam, że nie da rady zrobić tego sensownie w skali kraju (w USA też nie). Widziałbym raczej szansę dla inicjatyw lokalnych, ale bez szumnych zapowiedzi "przełomu cywilizacyjnego" - tylko z góry przewidzianych jako internet zapasowy, dla tych, którzy mają jakieś dobre łącze, ale akurat naszła ich nagła potrzeba oglądania youtube na przystanku autobusowym.

Z kolei przy wyrównywaniu szans więcej sensu ma podnoszenie kwalifikacji i i umiejętności oraz jakieś formy subwencji (częściowe zwolnienie z podatku, a dla najbiedniejszych dopłata do łącza) przy wyborze sensowniejszych (=szybszych) ofert. Darmowy kiepski internet niewiele pomoże, to populistyczna prowizorka.