nagłówek o mnie sport

Zagrożenie się rozszerza

jako (10.06.2008)

W dzień matki program trzeci polskiego radia zapowiedział - przygotowany specjalnie na tę okazję (sic!) - reportaż o zagrożeniach czyhających na młodzież w dzisiejszych czasach. Redaktor jednym tchem wymienił "alkohol, narkotyki i internet". Reportaż jakoś mi umknął, została w głowie zapowiedź, która wraca przy okazji rządowych planów rozdawania laptopów gimnazjalistom.
Rządowe plany też nie są szczególnie nowe, przypomniały mi się w związku z Rybczyńskim (wkrótce), a wczoraj nawet trafił się w Wyborczej artykuł na ten temat, w którym dziennikarz zaczyna od odkrywczego pytania, dlaczego Intelowi zależy na sprzedaży większej liczby komputerów, a pani z Intela opowiada ciekawe anegdoty o podobnych programach w innych krajach (mimo pierwszego pytania warto przeczytać). Na dodatek w ostatniej swojej wypowiedzi wypowiada kluczową kwestię "a co potem?"
Pomijając chwilowo kwestię tego, co znajdzie się w rozdawanych komputerach, zastanawiam się, w jaki sposób te laptopy będą łączyć się z internetem. Rozumiem, że zasypywanie cyfrowych podziałów wymaga dofinansowania Intela/ AMD i Microsoftu (który bez mrugnięcia może wyposażyć każdą ilość komputerów dla uczniów w oprogramowanie za symboliczną opłatą), ale czyżby również ostatecznie państwo miałoby sfinansować infrastrukturę 3G dla firm telekomunikacyjnych? Czy może poza miastami gimnazjaliści mieliby zadowolić się dostępem przez GPRS/EDGE? To może równie dobrze od razu rozdać im Playstation?
W ramach programu pojawiają się hasła o "doprowadzaniu szerokopasmowego internetu", czy to zapowiedź światłowodów traktowanych na równi z kanalizacją? Nawet jeżeli zapomnieć o polskich realiach i uznać, że do każdej gminnej szkoły dociągnięty zostanie światłowód, co z ostatnią milą? Czy szkoła ma stać się podstawą dla gminnej sieci WiFi? Czy za darmo będą mogli z niej korzystać jedynie gimnazjaliści w swoich laptopach?
Można sięgnąć do utopijnych wizji wszechobecnych sieci bezprzewodowych Benklera, który liczy na to, że domyślnym ustawieniem ruterów pozostaną sieci otwarte, bez żadnych wepów i wapów, dzięki czemu każdy zawsze i wszędzie będzie mógł skorzystać z zasięgu. Benkler starannie omija problem gapowicza - w przypadku rządowego programu ominięcie problemu można wymusić rozdając oprócz laptopów bezprzewodowe rutery, w których żadnych zabezpieczeń nie można włączyć (o matko!).
A może pójść jeszcze dalej i zaplanować rzeczywiście nowatorskie oprogramowanie i odpowiednie urządzenia w laptopach, które odtwarzałyby windowsowego buga, słynne "Free Public WiFi". Szkoła byłaby źródłem pierwszego sygnału, który rozprzestrzeniałby się dzięki laptopom działającym w trybie ad hoc (czy też "komputer-komputer"). Gdyby oprócz gimnazjalistom rozdać sprzęt też emerytom i rencistom, w statystykach dostępu szybko wyprzedzilibyśmy Koreę. Może jednak trzeba było posłuchać radia.